To aż smutne, jak rzadko ostatnio tu zaglądam. Ale powiem szczerze, nie mam czasu. Mam wrażenie, że teraz w ferie mam (a właściwie miałam) go jeszcze mniej, niż w czasie szkoły. Jak zwykle moje własne, naukowe ambicje mnie przerosły. Zrobiłam jakąś połowę tego, co zamierzałam. Ale to też przez moje "szczęście". Jeśli los stawia na mojej drodze faceta, to ma w tym tak cudowne wyczucie, że aż trudno uwierzyć. Miałam problem, z kim pójść na studniówkę, a teraz, gdy matura coraz bliżej, ktoś podkrada mój czas, co gorsza nie napotykając się na większy opór. Ale nie, muszę ustalić sobie w końcu priorytety. Jeśli ta znajomość ma trwać dłużej, to przetrwa i czas mojej nauki przedmaturalnej. Tak, owszem, miewam przebłyski rozsądku :D
Jeśli chodzi o mój bilans rzeczy zrobionych przez ferie, to mogę do niego zaliczyć dokończoną (w końcu!) "Dżumę", nadrobione zaległości z maty i zaczętą (dopiero) pracę maturalną. To mówiąc o szkole. A jeśli chodzi o jako takie życie towarzyskie, to kilka spotkań z C., (tylko) jedno spotkanie z Martyną i Olą i jakieś tam przelotne rozmówki z koleżankami z gimnazjum w komunikacji publicznej. Pomijając częstotliwość kursów autobusowych na moje odludzie, zaniedbałam co niektórych przez te ferie strasznie, aż wstyd.
Ja chcę w końcu ogaarniaać.
Ach, ach, bym zapomniała. Chciałam podzielić się z Wami pewnym cytatem z mojej właśnie ostatniej przeczytanej lektury, o której już wspomniałam. Sama nie wiem, czemu, ale spodobał mi się ten fragment:
"Zapasy życia, które robili przez te miesiące, żyjąc życiem utajonym, zużywali dziś, w ten dzień, (...) nazajutrz rozpocznie się zwyczajne życie, a wraz z nim przezorność."
Swoją drogą, jest w tym coś prawdziwego. Czasem wpadamy w rutynę i nie potrafimy cieszyć się życiem, tym co mamy i doceniamy to dopiero wtedy, gdy tę rutynę przerwie nam coś złego i nieoczekiwanego...
Jak poprzednio, tak i tym razem mam dla Was świeży make-up'ik. Zrobiony dziś. Przed chwilą właściwie :)
Zdjęcia tym razem zrobione aparatem, jakość telefonu jednak powala umiarkowanie ;)
Mam jeszcze kilka z ostatniego spaceru, podczas śnieżycy :)
To wygląda co najmniej dziwnie, wiem. Flesz + padający śnieg.
Moje psisko :)
Ostatnio mam małego bzika na punkcie pewnej piosenki. Prawdę mówiąc, ja cały czas mam jakąś piosenkę lub dwie, których cały czas słucham, ale akurat ta działa na mnie jakoś szczególnie. Strasznie lubię ją śpiewać, pasuje mi jej tonacja. Ale też gdy jej słucham, czasem prawie lecą mi łzy. Nie mam pojęcia, czemu, bo raczej nie jestem typem płaczącej królewny. Muszę szczerze pogratulować tej piosence umiejętności.
Wstawiam filmik, nie wiem, jak wstawić samą muzykę do postu. Może ktoś wie i ma ochotę mnie oświecić? :)
Cóż, na mnie już pora. Trzymajcie się :)