Lubię letnie, ciepłe, weekendowe wieczory. Lubię spędzać je na rowerze. Słońce rzuca pomarańczowy blask, w powietrzu czuć zapach grillowanego żarcia, a bezpańskie psy kręcące się przy drodze dodają adrenaliny.
Co tam u mnie? Mam tak dużo wolnego czasu, że tylko szastać. Rzadko jestem w domu, częściej w pociągu albo w biurze, tudzież na spotkaniu. Powinnam na nowo zaprzyjaźnić się z kalendarzykiem. Do mojego słownictwa znowu wkradają się wulgaryzmy. Klnę jak szewc wśród przyjaciół, za to mój szef przeprasza mnie za brzydkie słowa w mojej obecności xD
Głębszy oddech łapię w weekendy, eksploatując rower. Mam teraz na niego niezłe parcie. Ostatni wypad, jaki zrobiłyśmy z koleżanką, to... 40 km. Sama byłam mocno zdziwiona po sprawdzeniu.
A to taka mała regeneracja na koniec trasy ;)
Stwierdzam też, że jestem beznadziejna w odchudzaniu się. Wpier*alam wszystko, co słodkie na mojej drodze. Nie pomaga też myśl o weselu, na które idę za miesiąc. Idę, choć jak na razie nie wiem ani z kim pójdę, ani w co się ubiorę <3 No i prawdopodobnie powinnam poszukać dobrego psychiatry.
Cóż, to by było na tyle. Częstuję kawałkiem z yt.





