Ogólnie, to nie mam na nic czasu. Prawie dosłownie. Jestem w tyle ze wszystkim. Powinnam ćwiczyć zadania z maty i powtarzać geografię. Tak lekko mówiąc, zbytnio nie poszła mi próbna z matematyki. Z tym wynikiem, aby dosięgnąć progu procentowego moich studiów, musiałabym mieć 96% z rozszerzonej geografii. Mhm, nie ma sprawy. Co lepsze, przyspieszyli nam termin oddania bibliografii na ustny polski, a nasza babka wymaga od nas jeszcze konspektu razem z tym. Powiedziała nam o tym półtora tygodnia przed tymże terminem, a trzy dni przed jej własnym, kiedy to, z całą siłą swoich wiecznie niezadowolonych oczu i kwaśnej miny, wymagała od wszystkich humanów oddania pracy do sprawdzenia. Ja myślę, że powinna była wyznaczyć na to jakiś miesiąc więcej, bo przy średniej ilości 15 poprawek na pracę, nie wszyscy mogą się wyrobić na czas, żeby pani B. była zadowolona.
Szczerze mówiąc, temat ustnej matury z języka polskiego niesamowicie mnie dobija. Każdy musi poświęcić na to od cholery czasu (napisanie pracy, napisanie bibliografii i planu prezentacji, nauczenie się pracy), a nikomu, z małymi wyjątkami, się to do niczego nie przydaje. Szczególnie teraz przed maturą muszę być na tyle hojna, żeby marnować czas na takie duperele.
Dzisiaj, jak właściwie co roku, odbyły się w mojej szkole Targi Szkół Wyższych. Czyli raj dla chytrych bab.
Właściwie cała szkoła na nie czeka. Są stoiska. Są krówki, darmowe przybory szkolne. To, co każdy lubi.
Po lewej część mojej zdobyczy. Mam jeszcze całą garść słodyczy. Ale daleko mi do rekordzistów :D
Były też przypinki z życiowymi sentencjami i miniaturowe gabinety kosmetyczne. Babki zaopatrzone w różne perłowe cienie i szminki wybierały z tłumu ofiary i je malowały.
Ja miałam szczęście być oznaczona tylko przypinką.
Happy me.
Właściwie cała szkoła na nie czeka. Są stoiska. Są krówki, darmowe przybory szkolne. To, co każdy lubi.
Po lewej część mojej zdobyczy. Mam jeszcze całą garść słodyczy. Ale daleko mi do rekordzistów :D
Były też przypinki z życiowymi sentencjami i miniaturowe gabinety kosmetyczne. Babki zaopatrzone w różne perłowe cienie i szminki wybierały z tłumu ofiary i je malowały.
Ja miałam szczęście być oznaczona tylko przypinką.
Happy me.
Podejmując na nowo jakże ciekawy temat pogody, stwierdzam, że wiosna zafundowała nam idealną aurę z okazji swojego pierwszego dnia. A przynajmniej u mnie była ona stupięcioprocentowo wiosenna.
Dlatego też stwierdziłam, że najwyższy już czas dać dobry przykład, zmieniając nagłówek. Zrobiony z resztą już jakiś czas temu. Jak ja chciałabym w końcu ubrać się jak człowiek na wiosnę. Bez czapki. W płaszczyku, a nie zimowej kurtce...
Łoł, całkiem dużo tekstu wyszło.
Nie spodziewałam się tego po sobie. Dziś pisząc wypracowanie z polskiego nie
miałam takiej weny. W sumie może to dlatego, że nie jestem najlepsza z
interpretacji tekstu?
No tak, cały czas gadam o szkole.
Pomijając pierwsze wiosenne ataki śmiechu, moje poczucie humoru też ostatnio
zamiera. Zaczynam się o siebie martwić. Ale... nawiązując do mojej życiowej
przypinki... Zaczynam życie po maturze! To będzie moja dewiza na
najbliższe dwa miesiące.
Zawijam kiecę i lecę robić dialog
na hiszpana. Będzie ciekawie. Na komentarze postaram się odpowiedzieć, w miarę możliwości, w najbliższym czasie. Straaasznie mi miło, że ktoś oczekiwał tego nowego posta :* Dziękuję. I przepraszam, że tak rzadko się tu odzywam. No i znowu odsyłam tu do przypinki ;)
Do napisania. Trzymajcie się :*



