środa, 12 czerwca 2013

Aleją gwiazd

Lol, uwielbiam swoje łącze internetowe. Włączając jakąś mniej lub bardziej skomplikowaną stronę, za każdym razem zastanawiam się, czy wczyta się tak, jak trzeba, czy w wersji podstawowej z białym tłem i niebieskimi linkami. Cóż, mój malowniczy wygwizdów ma swoje ograniczenia.

Wczoraj, podczas podróży pociągiem, przysiadł się do mnie człowiek, który brutalnie oderwał mój wzrok od widoku za oknem. Uzbrojony był w empetrójkę i słuchawki (i dwoje oczu nienaturalnie oddalonych od siebie). Normalnie raczej nie wzbudziłby we mnie negatywnych emocji, jednak poziom głośności jego repertuaru zmuszał wszystkich wokół do słyszenia i rozumienia słowo w słowo jego treści. I to nie byle jakiej treści. Ale do tego jeszcze wrócę.

Na szczęście nie był to dzień, w którym zapomniałam słuchawek do telefonu. Aby słyszeć własną muzykę, musiałam podkręcić głośność dwa razy wyżej, niż zwykle i unikać kawałków ze słabo zapełnionym tłem.
Czemu ludzie tak się zachowują? Patrząc posępnie to na niego, to w szybę, zastanawiałam się, czy to praca jego mózgu jest na tyle oporna i głośna, że chce ją za wszelką cenę zagłuszyć, jego myśli kosmate i nieczyste, że chce się ich pozbyć, czy też ma zadanie obserwować, jak ludzie reagują na świrów w pociągach.

Moje rozważania nie trwały jednak długo, bo - ku mojej radości - zaraz miałam wysiadać. Schowałam słuchawki i stanęłam przy drzwiach, wyczekując ich otwarcia, ale... No właśnie, co mogło się stać? Pociąg zatrzymał się tuż przed stacją. Jeszcze chwilka. Jaaasne. Słowo daję, nie pamiętam chyba dłuższej. ALEJĄ GWIAZD, ALEJĄ GWIAZD BIEGNIEMY... jeszcze dźwięczy mi w uszach. Były to piosenki Zdzisławy Sośnickiej (teraz już wiem). Z całym szacunkiem, ale chyba już ich nie polubię.

Wysiadłam, a mój towarzysz odjechał. Aleją gwiazd. Szerokiej drogi.

To chyba najgorsza forma egoizmu w środkach komunikacji publicznej.
Czemu się nie przesiadłam? Nie wiem. Pewnie po prostu mi się nie chciało.


Zdjęcie znalezione w Google


12 komentarzy:

  1. O prosze jaki repertuar:D Już myślałam, że w jego słuchawkach dudnił rap albo dubstep, a tu takie zdziwienie. Trzeba było mu zwrócić uwagę, że nie jest sam. Może chłopak czuje się samotny albo faktycznie woli zagłuszyć myśli np. o problemach. Kiedys czytałam o tym artykuł.
    Dajesz rade na tych szkoleniach?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podzielam Twoje zdanie jeśli chodzi o takie osoby :)

    OdpowiedzUsuń
  3. malowniczy wygwizdów, u mnie w Paryżu też czasem się tak fejsbuk wczytuje :D a na blogach tło. i nic więcej. o jutubie nie wspomnę!
    dobra, przynajmniej słuchał w słuchawkach, a nie z telefonu ;c są słuchawki, które strasznie "przepuszczają" i słuchacze bierni słyszą niewiele mniej niż czynni.
    dobra, albo on po prostu był kosmitą niszczącym sobie mózg sośnicką rozkręconą na cały regulator o.O
    czemu chowasz słuchawki przed wysiadaniem? ja dopiero w domu zdejmuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, rozumiem. ja w słuchawkach często prawie pod coś wpadam ._.
      obczaj sobie Ewę. tak jak pisałam, nie ma szału, gacie nie spadają, staniki nie latają z zachwytu, ale chociaż czujesz, że chce Ci się cwiczyć! :D

      Usuń
  4. mnie wkurzają dwunastoletnie pseudo dresy, którzy nie korzystają ze słuchawek, tylko włączają normalnie muzykę

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lubię słuchać głośno muzyki,ale bez przesady ;dd

    OdpowiedzUsuń
  6. Uła, wstyd się przyznać, ale pewnie gdybym miała lepsze słuchawki też dręczyłabym w ten sposób ludzi. Nie umiem słuchać na słuchawkach cicho, nie wiem dlaczego, ale tak po prostu jest.
    I, szczerze? Bardzo spodziewałam się u niego kawałków w stylu H.W.D.P. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Głośna muzyka ze słuchawek to pikuś, bo cierpi tylko najbliższe otoczenie. Ja w autobusach muszę czasem jeździć z idiotami, którzy chcą słuchać muzyki, a nie mają słuchawek i wtedy cierpi cały okoliczny lud.

    OdpowiedzUsuń
  8. też nie lubię takiej głośnej muzyki... i nie rozumiem, jak w ogóle można prawidłowo funkcjonować przy niej o.O chyba faktycznie chodzi tu o zagłuszenie pracy mózgu - dobrze to ujęłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. co do Au Pair, to też dopiero niedawno się dowiedziałam, czytając sobie o tym na jakiejś ze stron, które organizują takie wyjazdy. i również chodzi mi przede wszystkim o podszkolenie swojego angielskiego :D ale tak właściwie, to dobrze, że trzeba wyrobić te 200h, przynajmniej ma się jakieś pojęcie o opiece nad dziećmi :P
    ale też właśnie boję się o ten język... ale postanowiłam, że przyłożę się przez te dwa lata bardzo intensywnie (albo i jeszcze bardziej!) do angielskiego, żeby móc wyjechać. i mam nadzieję, że mi się uda :)
    a kto wie, może nawet się spotkamy na takim wyjeździe? :D

    OdpowiedzUsuń
  10. ja jeszcze nie lubię, jak ktoś gada na cały autobus, itd...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze! Jest mi niezmiernie miło czytać każdy jeden :) Jeśli blog Ci się podoba, zapraszam też do obserwowania :)